Klauzula informacyjna

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd Publikator Sp. z o.o.

Mirella i Marcin Kępczyńscy. Makijaż: Magdalena Belcarz. Stylizacja: Ewelina Droździuk. Fot. Piotr Waniorek

Zobacz galerię [7 zdjęć]

Mirella i Marcin Kępczyńscy. Makijaż: Magdalena Belcarz. Stylizacja: Ewelina Droździuk. Fot. Piotr Waniorek
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
Autor: Ewa Kozioł
15 paź 2019 09:12

Mirella i Marcin Kępczyńscy: telewizyjna "Para w remont" wśród gości Forum Dobrego Designu 2019

Mirella Firchał-Kępczyńska i Marcin Kępczyński, małżeństwo, które tworzy duet projektowo-remontowy znany z anteny HGTV, znalazło się wśród prelegentów zbliżającego się Forum Dobrego Designu. Zachęcamy do lektury wywiadu z twórczą parą i obejrzenia sesji zdjęciowej w ich mieszkaniu.

Macie w sobie ogromne pokłady optymizmu. Spokojnie możecie się z nim dzielić z innymi. Zawsze tak było?

Marcin: Trudno mówić o sobie dobrze, ale generalnie tak jest. Często słyszymy, że wprowadzamy pozytywną atmosferę w pracy, na planie czy na imprezach rodzinnych. Najczęściej tak się dzieje, kiedy jesteśmy razem. Ciekawe! Optymizm naszej rodziny napędzają lub gaszą ludzie, którzy są otaczają. Potrafimy wykrzesać pełen uśmiech nawet z najmniejszej iskierki w kąciku ust. Niestety działa to też w drugą stronę. Jeśli wokół nas jest smutek, niekończące się problemy, wieczne narzekania, to w końcu my też tym przesiąkamy. Dlatego staramy się unikać toksycznych osób w naszym otoczeniu, a jeśli się nie da, to zmieniamy otoczenie. To też nas napędza.

Mieszkacie na Mokotowie w kamienicy, która pamięta jeszcze czasy wojny. Dlaczego zdecydowaliście się na nieruchomość w tej części Warszawy?

Mirella: Mokotów zawsze był naszą ulubioną dzielnicą Warszawy. Kiedy przeprowadziliśmy się z Olsztyna prawie 20 lat temu, od początku mieszkaliśmy właśnie tu. W sercu Starego Mokotowa kupiliśmy nasze pierwsze mieszkanie, a na krawędzi Starego Mokotowa kupiliśmy obecne. To był 2006 rok, szczyt boomu budowlanego, sprzedawało się wszystko i wszędzie, a nieruchomość w tej części Warszawy była i jest dobrem luksusowym.Klatka nie miała dla nas znaczenia. Znacznie miał natomiast sam budynek z lat 30. To, że jest wysoki sufit, że układ mieszkania jest identyczny jak u mojej babci na Starym Mieście w Olsztynie. To było to – bez wahania je wybraliśmy. Dodatkowym atutem był strych, który mogliśmy rzekomo kupić.

Marcin: Wprowadziliśmy się jeszcze przed odnowieniem nawierzchni na ul. Puławskiej. Już pierwszej nocy byłem przerażony. Huk samochodów na zniszczonej, brukowej nawierzchni, stare tory, stare tramwaje... masakra. Obudziłem się w środku nocy i byłem załamany. Po kilku miesiącach w końcu zdobyliśmy klucz na strych, który miał być zbawieniem i okazało się, że jest bardzo niski i nie ma mowy o jego łatwej adaptacji. Dzisiaj, całe szczęście Puławska została wyremontowana, tory wymienione, jeżdżą dużo bardziej ciche tramwaje i naprawdę jest w porządku. Jeśli chodzi o dostępność do gastronomii, parków, placów zabaw i kompaktowy charakter Mokotowa, to nie zamienilibyśmy go na żadne inne miejsce. Ale z nami nic nie wiadomo, im jesteśmy starsi, tym bardziej ciągnie nas w jakieś spokojniejsze rejony. Może z powrotem na Warmię i Mazury?

Nie myśleliście, że może lepszym wyborem byłby nowy budynek, w którym wszystko pachnie jeszcze świeżością?

Mirella: Być może, z racjonalnego punktu widzenia, nowy budynek byłby lepszy. Na korytarzu pachniałoby świeżością, ale z drugiej strony, oczy naszych dzieci zapisują na swoich twardych dyskach zieleń starych drzew, kapliczkę przy domu i drogę do wspólnej oazy – działki w Rodzinnym Ogrodzie Działkowym. Nasze „Rodos” to jest azyl, który daje namiastkę wiejskiego życia. Kilkaset metrów od domu mamy małą działeczkę, na której uwielbiamy spędzać czas. Niestety jest duże prawdopodobieństwo, że plan zagospodarowania zlikwiduje tę oazę, ale dopóki nie ma decyzji, dopóty mamy miejsce na trampolinę dla dzieci, małe ognisko, spotkania z przyjaciółmi. Będzie nam bardzo szkoda jeśli zostanie to zlikwidowane.

Marcin: Kiedyś trochę się naśmiewaliśmy z działek w centrum Warszawy. Teraz natomiast uważamy, że to doskonałe uzupełnienie braku natury. Ja sadzę paprykę, chłopaki walą siekierami i młotkami w deski, Marcelina czyta książkę na tarasie. Dookoła nas na naszym „Rodos” jest coraz więcej rodzin z dziećmi, powstaje naprawdę świetna społeczność młodych działkowiczów. Jeśli ten artykuł może powstrzymać likwidację ogrodu działkowego Pod Skarpą w Warszawie, to byłoby wspaniale.

Układ funkcjonalny mieszkania uległ zmianie. Jak wygląda obecnie?

Marcin: Wnętrze, w którym aktualnie mieszkamy, ewoluowało wraz ze zmianami w naszym życiu. Pierwotny układ funkcjonalny, patrząc od wejścia, to duży przedpokój, a wzdłuż niego od prawej – duża kuchnia, mały pokoik, salon z balkonem. Początkowo tak właśnie to wyglądało – w małym pokoiku była nasza sypialnia, a w salonie – salon. Jednak kiedy na świat przychodziły dzieci i jak na razie doszliśmy do trójki, to salon stał się ich pokojem, a między małym pokoikiem i sporą kuchnią rozbiliśmy ścianę. W ten sposób powstała duża przestrzeń, na której znalazły się kuchnia, duży stół, sofa, miejsce do pracy dla nas i sypialnia na antresoli. Zanim podjęliśmy taką decyzję, ustaliliśmy listę funkcji i określiliśmy czas przebywania w poszczególnych strefach.

Mirella: Dzieci z zabawkami staramy się nie wypuszczać poza ich pokój. Na progu kończy się ich terytorium, a zaczyna nasze. W związku z tym, że Marcelina jest coraz starsza i jest jedyną dziewczynką, ma swoją potrzebę intymności, więc czeka nas kolejne wyzwanie – przearanżowanie pokoju dzieci w taki sposób, żeby można było wygospodarować dla niej oddzielną część. Chyba, że dojdziemy do wniosku, że zapomnimy o Mokotowie, wszystkich jego plusach i ruszymy gdzieś dalej… Kto wie? Wielu znajomych mówi o nas „amerykańska rodzina”, ponieważ trochę tak żyjemy. Nie zapuszczamy głęboko korzeni, z łatwością się przeprowadzamy, zmieniamy pracę, a nawet zawód. Droga zawodowa Marcina jest tego najlepszym dowodem.

Wnętrze urządzaliście sami, wspólnie. Co było dla Was najważniejsze?

Marcin: Wnętrze jest przede wszystkim przytulne. To nasza oaza i trochę takiej oazy można się u dopatrzyć. We wnętrzu można odnaleźć elementy stylu boho, trochę farm house czy modnego ostatnio stylu duńskiego hygge. Przy czym musimy podkreślić, że projektując nasze mieszkanie nie kierowaliśmy się określonym stylem. W pracy również nie działa to tak, że zastanawiamy się nad stylem, wybieramy go i kurczowo się go trzymamy. W projektowaniu podążamy za głosem serca, jeśli jakiś przedmiot wzbudza pozytywne emocje, to znajdzie się we wnętrzu, bez względu na to czy jest zgodny z określonym stylem, czy nie. Najważniejsza jest harmonia, a nie nazwa stylu.

Mirella: Nasze wnętrze jest w pewnym sensie obrazem nas. To my nadajemy mu charakter. Przy ewentualnej sprzedaży, prawdopodobnie kupi go tylko rodzina, która będzie miała profil osobowości podobny do nas. Pozbycie się nas z tego wnętrza będzie trudne. Ono jest po prostu nasze.

Jakie jest Wasze wymarzone miejsce do życia?

Marcin: Majorka. Lubimy oczywiście miejsca poza kurortami, taką prawdziwą Majorkę. To taka miniatura naszego życia i wizji świata. Na stosunkowo niewielkim obszarze można znaleźć wszystko: przeróżne plaże z piaskiem, z kamieniami, góry, piękne widoki, ale też płaskie obszary z winnicami i gajami oliwnymi.

Na antenie HGTV prowadzicie program „Para w remont”. Skąd pomysł na związanie swojej pracy zawodowej z telewizją?

Mirella: Przygoda z telewizją zaczęła się zupełnie niechcący. Kilkoro naszych znajomych od dawna mówiło, że jesteśmy podobni do Joanny i Chipa Gaines, którzy prowadzą amerykański program „Fixer Upper” („Domy z potencjałem”). W domu nie mamy telewizora, ani specjalnie nie śledzimy życia innych ludzi, szczególnie gwiazd telewizji. Zdarzyło się więc, że porównywali nas do nich, a my naprawdę nie wiedzieliśmy o czym mówią. Kiedyś próbowaliśmy obejrzeć ten program w internecie, ale znaleźliśmy tylko kilka zajawek. Rzeczywiście super para i robią fajne rzeczy, ale ciągle nie oglądaliśmy całego programu. W końcu w zeszłym roku na Wielkanoc, kiedy byliśmy w Olsztynie, okazało się, że właśnie emitują „Domy z potencjałem”. Mama kazała nam usiąść i oglądać. Tak poznaliśmy ten bardzo inspirujący i pełen naszych wartości program. Dwa miesiące później, pod koniec roku szkolnego, kiedy odbieraliśmy Maurycego ze świetlicy, wybiegła za nami pani Magda i w trybie rozkazującym kazała nam wysłać zgłoszenie, bo ten casting jest dla nas. Uznaliśmy, że skoro tak, to może rzeczywiście wyślemy zgłoszenie.

Marcin: Poprosiliśmy przyjaciół, którzy pracują przy produkcji filmowej, żeby nagrali nasze zgłoszenie. Kilka dni później odezwała się Małgorzata Łupina. Zaprosiła nas na spotkanie, a potem wszystko nabrało takiego tempa, że do dziś nie jesteśmy w stanie nadążyć. Powstaje kolejny sezon „Pary w remont”, ludzie rozpoznają nas na ulicy (szczególnie Mirelkę i jej kręcone włosy). Ja jestem trochę tłem dla Mirelki, ale bycie tłem dla takiej pięknej kobiety, to sama przyjemność.

Lubicie wnętrzarskie wyznania? Oglądając Wasz program odniosłam wrażenie, że tak właśnie jest.

Marcin: „Para w remont” to program, w którym przez trzy dni i za 10 tysięcy złotych robimy remont jednego wybranego przez bohaterów pomieszczenia. Najczęściej jest to salon, sypialnia lub pokój dziecięcy. Z reguły bohaterowie programu zgłaszają się z tym samym problemem, który dotyczy także nas – za mała powierzchnia na ilość funkcji do spełnienia. Ten program różni się od innych tym, że my rzeczywiście mamy własną ekipę remontową: Piotra i Pawła. My sami także rzeczywiście robimy remont ręka w rękę z chłopakami. Nagrywanie programu nie polega na tym, że jacyś obcy ludzie robią remont, a my wpadamy na budowę, pokręcimy się, opowiemy kilka historyjek i wyjeżdżamy. Jeśli nas nie ma na budowie, to albo jesteśmy w markecie budowlanym i właśnie kupujemy materiały, albo musimy zająć się logistyką dzieci.

Mirella: W zasadzie w każdej sytuacji pracujemy razem. Pijemy razem kawę na budowie, jemy parówki i bułki, a czasem obiady. Nasz team jest jak rodzina, znamy się wszyscy bardzo dobrze, niejedno razem przeszliśmy i wiemy o sobie prawie wszystko. Rozmawiamy nie tylko o kwestiach związanych z projektem, ale również o życiu, o problemach prywatnych. Jesteśmy coraz sprawniejszą maszynką do robienia remontów. Czasami, kiedy nie ma kamer, Marcin robi dla wszystkich obiad, ostatnio mielone z buraczkami na specjalne zamówienie Pawła.

Marcin: Trochę bawimy się tą pracą. Jest bardzo ciężka, bo te trzy dni, to nie tylko remont od rana do wieczora, ale kamery. Nasze metamorfozy nie polegają na przestawieniu mebli i przemalowaniu ścian. To zmiany układów funkcjonalnych, a co za tym idzie – przerabianie elektryki, bruzdowanie miejsca na nowe przewody, rozbijanie ścian i stawianie nowych. Często kamery tego już nie pokazują, bo program trwałby trzy dni od rana do wieczora, a tego nie dałoby się oglądać.

Razem w pracy i w życiu. Więcej jest plusów, czy minusów takiej sytuacji?

Marcin: Lubimy spędzać ze sobą czas, dobrze czujemy się w swoim towarzystwie. Jesteśmy dla siebie wyrozumiali, chociaż Mirelka nie może już znieść mojego brzucha. Kiedy jesteśmy we dwoje podtrzymujemy się na duchu, czasem siedzimy milcząc, ale razem. Pracujemy osobno, ale ciągle mamy siebie na wyciągnięcie ręki. Tak jest nam dobrze. Jest oczywiście trochę minusów, bo czasem nie mamy już o czym gadać, bo wszystko już wiemy, nie da się opowiedzieć co słychać w pracy, przecież wszystko wiemy na bieżąco. Póki co mamy małe dzieci, więc każdą wolną chwilę spędzamy z nimi.

Mirella: Program traktujemy też trochę jako okazję do apostolstwa małżeństwa”. Nie ma związków doskonałych, w każdym są trudniejsze chwile, ale jednak trzeba szukać sposobów na utrzymywanie świeżości związku. My uwielbiamy zmiany, uwielbiamy pomagać innym, uwielbiamy dzielić się umiejętnością patrzenia przestrzennego i uskrzydla nas radość ludzi, którym pomogliśmy w programie. Scenariusz „Pary w remont” jest pisany przez życie, oczywiście jest trochę podbijany przez makijaż, ładne ubrania i montaż, ale jednak to my, nasze uśmiechy, pocałunki czy przytulańce nie są przez kogokolwiek reżyserowane, czy narzucane. My naprawdę tacy jesteśmy, naprawdę się kochamy i dajemy temu wyraz. Nasz rodzina – dzieci, czy nasi rodzice – często widzą jak w domu, poza kamerami przytulamy się do siebie, albo tańczymy mijając się między obowiązkami. To nas rozluźnia i daje siłę. W programie uśmiech i radość bohaterów nie jest moderowana i podsycana przez umowy narzucające określone zachowanie, ta wdzięczność i uśmiech są naturalne, to one dodają nam skrzydeł.

Jakie zawodowe wyzwanie ciągle jest przed Wami? Jaki projekt chcielibyście zrealizować?

Marcin: Zrobić loft z prawdziwego zdarzenia, w starej hali produkcyjnej, do którego wjeżdżałoby się samochodem. Na dużej wysokości byłyby przeszklone pomieszczenia (sypialnia, gabinet), a na poziomie zero kuchnia, gdzieś indziej miejsce na wypoczynek, miejsce dla dzieci… To byłoby coś!

Mirella: Stworzyć wnętrze, z którego dumna byłabym ja sama, a klient nigdy nie chciałby się z niego wyprowadzić. Oczywiście w swojej 11-letniej karierze zawodowej mam takie realizacje, jednak zawsze jest to trudne. Z jednej strony wiem, że coś będzie dobrze wyglądało i funkcjonowało, ale jednocześnie wiem, że ze względu na dość wysokie koszty klient się na to nie zgodzi. Z innej strony – właściciel mieszkania często ma własną wizję, a ja mimo braku akceptacji na pewno rozwiązania, muszę na nie zgodzić. To bardzo trudna praca i wydaje mi się, że marzenie zawodowe spełnia się wtedy, gdy i klient i projektant mają wspólną wizję tego co powstanie.

O czym marzycie? Wspólnie i każde z osobna?

Mirella: Marzę o czasie dla rodziny. O starym, przytulnym domu, w którym byłby duży drewniany stół i ciągle ktoś by przy nim siedział. Swoje życie zawodowe zorganizowałaby na naprawianiu i ulepszaniu przedmiotów domowego użytku, jak i całych domów. Hobbystycznie zajęłaby się tańcem, nauką gry na pianinie i powrotem do śpiewu, na przykład w chórze.

Marcin: Marzę o czasie na wyciszenie, o naturze, o widoku na jezioro, o porządnym warsztacie, o ogniskach nad wodą i o saunie. Może o pensjonacie, w którym przyjmowałby gości, mógłby im ugotować, zorganizować wypoczynek. Marzę o braku kredytu we frankach szwajcarskich.

Mirella: Wspólnie marzymy o siedlisku w okolicach Warszawy lub Olsztyna. O miejscu, w którym moglibyśmy nadawać nowe życie przedmiotom do dekoracji wnętrz, meblom, miejscu gdzie moglibyśmy robić przetwory... A z rzeczy bliskich, marzymy, o tym, żeby wyjechać gdzieś razem na wakacje, na których nie byliśmy już od kilku lat… Możliwie daleko od codzienności, technologii i internetu.

ROZMAWIAŁA: EWA KOZIOŁ. ZDJĘCIA: PIOTR WANIOREK. MAKIJAŻ: Magdalena Belcarz. STYLIZACJA: Ewelina Droździuk

Mirella Firchał-Kępczyńska, Marcin Kępczyński – małżeństwo, które tworzy zawodowo zgrany duet projektowo-remontowy. Mirella od 2007 roku jest inżynierem architektury i zajmuje się projektowaniem wnętrz. Marcin, po latach doświadczeń jako project manager, postanowił wesprzeć żonę w budowaniu wspólnego biznesu. Teraz tworzą idealnie uzupełniającą się parę, która nie boi się żadnych wyzwań! Prywatnie Mirella i Marcin to rodzice trójki dzieci, którzy czerpią pomysły z własnych doświadczeń, rosnących potrzeb i wielu przeprowadzek. Te doświadczenia i ich talent sprawiły, ze są mistrzami w projektowaniu wnętrz przeznaczonych dla rodzin.

5 grudnia 2019 r. w Centrum Praskim Koneser telewizyjna "Para w remont" poprowadzi dyskusję pt. "Wyróżnij się albo zgiń. Customizacja – jako trend, ale i wyzwanie dla projektantów i producentów". Wstęp na wydarzenie wolny, rejestracja na www.forumdobregodesignu.pl.

 

WASZE KOMENTARZE (0)

DODAJ KOMENTARZ

POLECAMY W SERWISACH