Klauzula informacyjna

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd Publikator Sp. z o.o.

Beata Sadowska. Fot. Bartosz Jarosz

Zobacz galerię [13 zdjęć]

Beata Sadowska. Fot. Bartosz Jarosz
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
Autor: Ewa Kozioł
12 marz 2018 10:55

Beata Sadowska: tu i teraz

Nie planuje. Woli skupić się na tym, co jest tu i teraz, żeby nie przegapić codzienności. Biega, podróżuje, zdrowo się odżywia. O swoich pasjach, domu, wyzwaniach zawodowych opowiedziała nam dziennikarka Beata Sadowska.

Żyjesz zdrowo, dbasz o to co jesz i prowadzisz aktywny tryb życia. Zawsze tak było czy któregoś dnia po prostu wstałaś i powiedziałeś sobie teraz żyję inaczej...

Któregoś dnia pojechałam na oczyszczanie organizmu: sześć dni głodówki, medytacje, elementy jogi. Po sześciu dniach bez jedzenia zaserwowano nam pierwszy posiłek: pieczone jabłko. Najlepsze, jakie jadłam w życiu! Po takim detoksie wszystko smakuje inaczej: nawet woda. Organizm naturalnie odrzuca to, co niezdrowe. Od lat nie piję krowiego mleka, nie jem białego cukru i mąki. Od lat, poza ry rybami, na moim talerzu nie ma mięsa. Dobrze mi z tym, nie walczę ze sobą. Zdrowe jedzenie jest dla mnie tak oczywiste jak bieganie. Przyjemność i dbanie o siebie w jednym.

Biegasz, bo lubisz. I biegasz dużo. Nawet w ciąży wystartowałaś w triathlonie. Skąd to zamiłowanie do biegania?

To romans z przerwami. Kiedyś trenowałam lekkoatletykę, ale skutecznie mi ją obrzydzono. Wróciłam po piętnastu latach, kiedy zrozumiałam, że mogę to robić tylko dla siebie. Nie dla wyników, ale dla frajdy. Nie dla „życiówek”, ale dla pokonywania własnych słabości. Nie dla ścigania się, ale dla zdrowia. Dlatego, że chcę, nie dlatego, że ktoś czegoś ode mnie oczekuje.

Tak, biegałam w obu ciążach. W drugiej zrobiłam nawet ½ Ironmana, czyli przepłynęłam 1900 m w Bałtyku, przejechałam na rowerze 90 km i przebiegłam półmaraton (21 km z małym hakiem). I to nie było szaleństwo i brawura, ale świadoma decyzja podjęta we współpracy z moją panią doktor. Nie walczyłam o wynik, spokojnie zaliczałam kolejne dyscypliny. Ale też nie zaczęłam trenować w ciąży, sport uprawiam od lat.

To ile kilometrów już przebiegłaś …

Nie mam pojęcia. Nie liczę i nie wstawiam wyników do tabelek. Często biegam bez zegarka. Po co mi rankingi, skoro mam po prostu przyjemność z biegania. To, co wiem na pewno: stanęłam na mecie 15-tu maratonów i 3 triathlonów, ale ilu półmaratonów i innych zawodów – pojęcia nie mam!

Jesteś zwolennikiem zdrowego odżywiania. Czy dlatego zdecydowałaś się na otwarcie restauracji Guga Spicy i kawiarami Guga Sweet?

To na pewno był jeden z powodów. Nie wyobrażam sobie otwarcia szkoły baletowej, skoro nie mam pojęcia o balecie. Chociaż… prowadzenia kawiarni i restauracji też ciągle się uczymy. Uczymy, bo ja i mój Paweł robimy to z przyjaciółmi z Gdańska: Ewą i Maćkiem. Razem podejmujemy decyzje, ustalamy menu i testujemy nowe dania. Razem decydujemy, w co i jak inwestujemy. Taki biznes to przyjemność, bo wiemy, że dobrze i zdrowo karmimy ludzi. Z drugiej strony – to kawał ciężkiej pracy. Ale frajda jest! GUGA powstała z pasji, z miłości do gotowania i jedzenia. Z przyjaźni i chęci goszczenia ludzi. Serwujemy to, co sami kochamy mieć na talerzu: ciasta bez cukru i białej mąki, wegańską tajską zupę, kozi ser z buraczkami albo pieczoną dynię w sosie kawowym. Kiedy dłużej nie ma mnie w Gdańsku, tęsknię za tymi smakami. No i za najlepszą kawą świata – oczywiście na owsianym mleku.

Jeść smacznie i zdrowo, czyli jak? Poradź coś wszystkim zabieganym, którzy chcę jeść zdrowo, ale mają mało czasu.

Cholera, daleka jestem od radzenia, są mądrzejsi ode mnie. Mogę powiedzieć, jak sama jem: staram się regularnie, co przy dwójce dzieci jest prawie niewykonalne. Na pewno unikam przetworzonej żywności i kupuję organiczne produkty. Stawiam na sezonowość, czyli truskawki w grudniu to nie moja bajka. Uwielbiam lokalnych dostawców i bardzo ich wspieram. Lubię wiedzieć, skąd pochodzą rzeczy, które lądują potem u mnie na talerzu. Im mniej tablicy Mendelejewa w opisie produktów, tym zdrowiej. Im mniej smażenia – tym lepiej. Im więcej zamienników białego cukru – tym bardziej jestem na tak. Jem głównie warzywa i kasze. Poza rybami, nie lubię mięsa. Nie piję gazowanych napojów i sztucznych soków. Zawsze staram się zacząć dzień od ciepłego śniadania.

Dużo podróżujesz. Do których miejsce wracasz najchętniej i które najbardziej Cię urzekły?

Kiedyś miałam potrzebę gnania do przodu, szukania nowych miejsc, eksplorowania świata. Teraz ciągle kocham podróże, ale lubię wracać. Jak coś pokocham, to tęsknię. Dlatego wracamy do małej mieściny pod Chamonix, gdzie słychać dzwonki alpejskich krów i szum rzeki. Uwielbiam Ośno Lubuskie, gdzie nawet zimą włażę do jeziora na morsowanie, a potem gnam na masaż do SPA. Wróciłabym do Japonii i jadła, jadła i jadła! I pewnie na Bali, żeby się wygrzać i dogrzać. Chętnie znowu zapatrzyłabym się też w zieleń Nowej Zelandii.

Czy pamiątki z tych podróży znajdziemy w Twoim domu? Czy raczej zabierasz za sobą wspomnienia, a nie rzeczy?

Kiedyś przywoziłam bębny, figurki i inne bibeloty, teraz – wyłącznie wspomnienia, przyprawy, herbaty. Wyrosłam z pamiątek. Wolę przypomnieć sobie o Brazylii, doprawiając warzywa mieszanką ziół albo pomarzyć o Japonii, delektując się zieloną herbatą z prażonym ryżem.

Zdradź nam, jak mieszkasz. Jak wygląda Twoja przestrzeń do życia?

Paweł powiedziałby: w bałaganie. Ja mówię: kocham przestrzeń, ale trudno mi zadbać o to, żeby nie była zagracona. Bo zabawki dzieci, bo kurier przyniósł paczkę, której nie zdążyłam rozpakować, bo rzuciłam w kąt rzeczy po basenie, bo rower, bo kask, bo… Może to wszystko wymówki bałaganiary? A może po prostu nasze mieszkanie jest do mieszkania, a nie do pokazywania. Nie do katalogu, do życia. Na stole przyprawy, na podłodze – zabawkowy świat dzieci. Nie lubimy krzyczących kolorów, więc wszystko jest stonowane. Nie mamy telewizora, ale mamy Floramę, czyli ramę z kwiatami w środku. Mamy wielką wyspę w kuchni, bo uwielbiam gotować. Odkuliśmy w suficie starą przedwojenną belkę, na której wisi huśtawka dla synków. Oddałam setki płyt kompaktowych i książek, do których nie wrócę i… od razu lżej się poczułam. Nasze mieszkanie jest po prostu ... nasze. Przyjaciele już się chyba przyzwyczaili, że – żeby usiąść przy stole, trzeba łokciem zrobić sobie miejsce. Paweł odgraża się, że zamówi kontener i wszystko wyrzuci. Może chociaż nasz 12-letni pies stanie po mojej stronie?

Czy swój dom urządzałaś sama czy też zdałaś na pomoc projektanta?

Mieliśmy projektanta, ale dokładnie wiedzieliśmy, czego chcemy i co jest „nasze”. Dlatego dużo jest u nas polskich marek: cementowe, ręcznie robione kafle z Purpury, drewniany parkiet, schody, które zaprojektował kolega Pawła czy lampy od innego kolegi. Miało być przestrzennie i funkcjonalnie. No i bezpiecznie dla dzieci.

Piszesz książki, felietony, prowadzisz blog. A czym jeszcze zajmujesz się zawodowo?

Na wiosnę ukaże się mój nowy projekt wydawniczy, ale jeszcze nie mogę zdradzić, co to będzie, no może tylko tyle, że odbiorca ma być inny niż do tej pory. Razem z przyjaciółką pracujemy nad dużym projektem związanym ze zdrowym jedzeniem i powiązanym z aplikacją, więc proszę trzymać kciuki. Cały czas rozwija się mój blog www.beatasadowska.com i powiązany z nim Instagram i FB, więc doba mogłaby być dłuższa. Za kilka dni wyruszam na zdjęcia do nowego programu podróżniczego i cieszę się jak dziecko. Poza tym GUGA też pochłania mnóstwo czasu! Ah, prowadzę jeszcze konferencje, wykłady motywacyjne, spotkania z kobietami. Aż za dużo tych zajęć!

Jesteś mama dwójki małych dzieci. Jak godzisz obowiązki obowiązki zawodowe (i nie tylko) z wychowaniem dzieci? Bo to zadanie niełatwe ...

Staram się godzić i staram się pamiętać, że nikt nie odda mi jednego straconego dnia. Czas z dziećmi tak szybko mija! I tak mało go jest na pokazanie malcom naszego świata. Nie chcę tego przegapić, dlatego, kiedy nasz drugi synek miał przyjść na świat, zrezygnowałam z radia i telewizji. To mi nie ucieknie, ale dorastanie smyków i ich pierwsze kroki i słowa – tak. To zawsze jest kompromis, ale ja tego kompromisu sama chcę. Więcej pracuję teraz w domu, ale na brak obowiązków nie narzekam. Na brak czasu z rodziną – też na szczęście nie.

Nie tęsknisz za telewizją, za szerszą widownią, za szklanym ekranem. A może zobaczymy Cię niedługo w jakieś dużej telewizyjnej produkcji?

Miałam kilka propozycji, ale żadna nie była „moja”, więc po co wracać? Miałam też trzy zapytania o zostanie redaktor naczelną. Pogadałam ze sobą i Pawłem, i odmówiłam. Mam co robić, a czas z dzieciakami jest bezcenny. Redakcja dużego magazynu to dziś korporacja, a ja przyzwyczaiłam  się do niezależności. Wolę mniej pieniędzy, ale więcej wolności. Nie potrzebuję większego samochodu i domu na Mazurach. Nie kręci mnie droga torebka czy szpilki. Ale nowy program zaraz będę robić. Gdzie się ukaże? Już wkrótce się przekonacie!

Plany na przyszłość. I te zawodowe, i te prywatne.

Nie planuję, naprawdę! Wolę skupić się na tym, co jest tu i teraz, żeby nie przegapić codzienności. Tak trudno dziś o uważność. Snujemy plany na pięć lat do przodu, a nie widzimy, że za oknem zmieniają się pory roku. Łapać chwile ulotne jak ulotka… – bezcenne!

Co Cię inspiruje, co daje Ci siłę do działania?

Natura, rodzina, miłość, przyjaźń. Najprostsze i najważniejsze dla mnie historie.

Rozmawiała: Ewa Kozioł. Zdjęcia: Bartosz Jarosz. 

Beata Sadowska – pracę w mediach rozpoczęła w wieku 19 lat w Radio Kolor, następnie przez dwa i pół roku mieszkała w Londynie, gdzie prowadziła listę przebojów „Pepsi Chart” dla TVN. W TVN Style mogliśmy oglądać z jej udziałem programy „Miasto kobiet” i „Pałac Kultury”. Razem z Marcinem Prokopem tworzyła program „MTV Select” w MTV Polska. Pracowała w TVP2, gdzie prowadziła między innymi: „Pytanie na śniadanie”, „Ona i On – wojna płci”, „Supertalent” i „Hit Generator”. Przez kilka lat była gospodynią transmitowanych w Dwójce wakacyjnych tras koncertowych z cyklu „Hity Na Czasie”. Prowadziła też „Sopot Hit Festiwal”. Prowadziła program „Zoom na miasto” w Polsat Cafe oraz talk-show „Prywatna historia kina” w Stopklatka TV. Jako dziennikarka prasowa współpracowała z dwutygodnikiem Viva!. Była redaktor naczelną magazynu „Dbam o zdrowie”. Ostatnio radiowo związana jest z „Zetką” (wcześniej również ZET Chilli), telewizyjnie z TVN Meteo Active. 

WASZE KOMENTARZE (0)

DODAJ KOMENTARZ

POLECAMY W SERWISACH