Czysty Meksyk, czyli kominek w meksykańskim stylu, został osobiście zaprojektowany i wykonany przez Małgosię Stachowiak. Forma kominka powstała z masy gipsowej, którą pokryto niebieską, patynowaną przecierką. Fot. Bartosz Jarosz.

Zobacz galerię [14 zdjęć]

Autor: www.dobrzemieszkaj.pl
03 kwi 2009 09:31

W indyjskim stylu: zobacz niezwykły dom pełen kolorów

Czy nawet najbardziej wyjątkowy dom może stać się przyczynkiem do powstania pięknej przyjaźni? Owszem, a dowodem na to jest więź, jaka powstała pomiędzy trzema interesującymi osobowościami...

...projektantką wnętrz Małgorzatą Stachowiak oraz Kamillą Osiekowicz i Arturem Szwedowskim – ludźmi, którzy zarazili Polaków miłością do mebli indyjskich i za którymi konkurencja wysłała do Indii szpiega! Wszystko zaczęło się od drzwi. I nie były to drzwi zwyczajne. Kilka lat temu, urządzająca swój dom Małgosia Stachowiak, szukała miejsc z oryginalnymi meblami i dodatkami. Kiedy wraz z mężem trafiła do prowadzonych przez Kamillę Osiekowicz i Artura Szwedowskiego Mebli Indyjskich, wypatrzyła wspaniałe drzwi. Przejściowe, bogato zdobione, z charakterystycznymi, rzeźbionymi końskimi głowami.

Tak się nimi oboje zachwycili, że nie mogli ich nie kupić. Przed paroma miesiącami państwo Stachowiak postanowili sprzedać dom i wówczas jedna z pośredniczących w sprzedaży agencji, na swojej stronie internetowej, umieściła zdjęcie niebieskich drzwi. Traf chciał, że Kamilla i Artur szukali dla siebie nowego domu.

Artur oglądał oferty w internecie i od razu poznał „nasze” drzwi – wspomina Kamilla. – Wykonano je w indyjskim stylu południowym i w tej chwili są już chyba nie do zdobycia, praktycznie zniknęły z rynku. Tylko trzykrotnie udało nam się sprowadzić takie drzwi do Polski. A ponieważ to były początki naszej firmy, gdy asystowaliśmy we wszystkich sprzedażach, od razu wiedzieliśmy, u kogo należy szukać...

Historia pewnej przyjaźni

Zaintrygowani, wybrali się do domu Małgosi na „rekonesans”, jako potencjalni kupcy. I... – Powiem krótko: ja się po prostu zakochałam w tym miejscu – zwierza się Kamilla. – Małgosia włożyła tutaj tak dużo serca, pracy. Każda rzecz była przemyślana. Naprawdę rzadko spotyka się takie wnętrza... Artur to wrażenie potwierdza: – Zawsze chcieliśmy mieszkać w przysłowiowym domu z duszą, a nasz poprzedni był chyba zbyt nowoczesny, nie do końca dobrze się w nim czuliśmy. Ten uznaliśmy za bardzo dobrą bazę pod to, co chcemy ostatecznie osiągnąć. Trochę sobie poszaleliśmy z różnymi pomysłami, ale nie da się ukryć, że cały klimat to w 90 procentach zasługa Gosi.

Pierwsze spotkanie nastąpiło w maju. Potem były kolejne. Małgorzata była z domem bardzo związana, włożyła w jego urządzanie dużo serca, dlatego nie chciała, by kupili go ludzie przypadkowi:

Gdy pojawili się Kamilla i Artur, ucieszyłam się, że oni będą o ten dom dbać, udoskonalać go i że dzięki nim będzie w nim panował właśnie taki klimat, jaki powinien być. Porozumienie dusz – tak chyba najlepiej można określić to, co się stało. – Zaprzyjaźniliśmy się – mówi Kamilla Osiekowicz. – Jestem osobą, która potrzebuje czasu, zanim się do kogoś przekona i go polubi. A tutaj fluidy zadziałały bardzo szybko.

Freestyle z różnych stron świata

Dom został więc sprzedany. Dotychczasowi gospodarze zabrali z niego tylko rzeczy osobiste i kilka drobiazgów, nowi właściciele mogli więc szybko się wprowadzić i zacząć cieszyć swoją świeżo nabytą posiadłością. Okazało się zresztą, że w tym miejscu świetnie czują się nie tylko ludzie, ale także zwierzęta: pies Tupac, cztery koty, kolorowe papużki oraz dwa żółwie Małgosi, które czasowo pozostały na swoim dawnym miejscu.

Zresztą sama Małgosia często wpada do Kamilli i Artura w odwiedziny. Na specjalną, zieloną herbatę z ryżem i by zobaczyć, jakie zmiany zaszły w jej dawnym domu. Lada dzień wybiera się też w swoją pierwszą podróż do Indii, co znaczy, że już połknęła indyjskiego bakcyla. Dom jest świetnym przykładem na to, jak w jednej przestrzeni, w interesujący sposób, można połączyć różne stylistyki, meble, kolory i materiały.

Wpływ na wygląd całości miały przede wszystkim podróże, ale także duża pomysłowość Małgosi, Kamilli i Artura oraz potrzeba stworzenia miejsca naprawdę przytulnego. Jest tu trochę Hiszpanii (kolumny, żółte i czerwone barwy, przecierki na ścianach), Meksyku (charakterystyczny kominek, niebieski kolor który pojawia się w wielu miejscach, dodając intensywności innym barwom) oraz oczywiście Indii.

Jest sporo starych, odrestaurowanych mebli, dużo dekoracyjnych tkanin i gąszcz zieleni. Na dodatek, jak wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach, co zgodnie podkreśla trójka przyjaciół, dlatego każdy detal ma tu ogromne znaczenie. Podobnie jak fakt, że wszystko w tym domu jest oryginalne, poczynając od mebli, a kończąc na takich materiałach wykończeniowych, jak choćby stuletnie drewno, z którego wykonano okap w kuchni, czy cegły z rozebranej stodoły, którymi obłożono kuchenną ścianę.

Droga do Indii

W ciągu ostatnich kilku lat, Kamilla i Artur byli w Indiach kilkanaście razy. Zwykle taka wyprawa zajmuje im około dwóch tygodni. To podróże przede wszystkim zawodowe, bo zawsze osobiście wybierają meble do swojego sklepu, ale te wyprawy jednocześnie stają się okazją do coraz lepszego poznawania kraju i jego bogatej kultury.

Tym, co zawsze robi na nich wrażenie, jest niezwykła fantazja Hindusów w dobieraniu kolorów, która m.in. zainspirowała Kamillę do odważniejszego ubierania się. Inną, fascynującą według nich rzeczą, jest skromność i radość życia tubylców. – Nie stałam się buddystką, nie medytuję, ani nie uprawiam jogi, ale nauczyłam się doceniać życie doczesne i to co mam – mówi Kamilla. – Europejczycy zawsze są niezadowoleni ze swojego życia i nie umieją się cieszyć z prostych rzeczy. Z tego, że mają dwie ręce, że świeci słońce, że mają zdrową rodzinę, że jest fajny dzień. A Hindusi potrafią. Mają znacznie więcej pokory wobec życia...

Ale od czego właściwie zaczęła się fascynacja Kamilli i Artura Indiami, a w konsekwencji – pomysł na własny biznes i cieszący się dziś ogromnym powodzeniem sklep Meble Indyjskie – Orange Tree? Przyczyna była dość prozaiczna. Rozczarowani ofertą polskiego rynku meblowego (właśnie próbowali urządzić swój pierwszy dom) postanowili poszukać mebli w Indiach. Na miejscu okazało się jednak, że kupowanie mebli w ilościach detalicznych nie wchodzi w grę, bo to się zwyczajnie nie opłaca, dlatego... kupili cały kontener!

Częścią umeblowali sobie dom, ale jeszcze sporo pięknych unikatów im zostało, dlatego w garażu urządzili rodzaj ekspozycji, którą prezentowali znajomym. Ci zareagowali wielkim aplauzem, twierdząc, że takie meble widzą po raz pierwszy. Dla Kamilli i Artura był to sygnał, że właśnie odkryli pewną niszę, a skoro czegoś takiego wcześniej u nas nie było, to może warto zacząć sprowadzać indyjskie meble do Polski?

Papuzie kolory i szpiegowskie sztuczki

Był rok 2004 i wkrótce Meble Indyjskie otworzyły swe podwoje. – Na początku sklep miał być wyłącznie moim „poletkiem do uprawiania” – wspomina Kamilla Osiekowicz. – Ale wciągnęło nas oboje. Oczywiście, trochę bałam się ryzyka, ale tak się zakochałam w tych meblach i uwierzyłam w to, że osób podobnych do mnie, to znaczy marzących o trochę innych wnętrzach, jest więcej, że wszystko poszło siłą rozpędu.

Większość mebli sprowadzana jest z północnych, pustynnych części Indii. Starannie i osobiście wybrane przez Kamillę i Artura, dobrze zabezpieczone rzeczy, płyną do Polski statkiem. Taka podróż zwykle trwa miesiąc. Wśród klientów, którzy niecierpliwie czekają na każdą nową dostawę, są nie tylko osoby, które wielokrotnie bywały w Indiach, ale także rodowici Hindusi, mieszkający na stałe w Polsce oraz... Muzeum Azji i Pacyfiku, które do tej pory kupiło kilka unikatów i dołączyło do swoich zbiorów. Artur Szwedowski o meblach indyjskich może rozprawiać całymi godzinami.

O tym, że pochodzą z miejsca, które stało się areną ścierania różnych stylów i wpływów, także europejskich, bo przecież w Indiach, przez kilkaset lat swoje ślady odcisnęli Portugalczycy, Holendrzy, Francuzi i Anglicy. A wcześniej, w średniowieczu byli także Arabowie.

O tym, że takie meble są charakterystyczne i jedyne w swoim rodzaju, bo: ręcznie robione, zwykle grubo ciosane (i niezwykle ciężkie), w 99 procentach nierozbieralne (czyli w jednym kawałku), a także niebywale kolorowe (w palecie barw można znaleźć najbardziej papuzie odcienie) i zdobione według najróżniejszych wzorów. Również o tym, że indyjskich antyków próżno szukać w internecie czy w katalogach, bo trzeba je osobiście znaleźć, nierzadko „w jakiejś zapyziałej bramie”.

Konkurencją się nie przejmują, nie śledzą rynku ani nie kalkulują, co im się bardziej opłaca. Do swego sklepu po prostu wybierają to, co im się prywatnie podoba. – Jest w Polsce kilka firm, które idą naszym tropem, jedna z nich wysłała nawet za nami szpiega do Indii – śmieje się Artur. – Ale my idziemy własnym torem i na pewno nie zamierzamy osiadać na laurach. Zawsze będziemy szukać czegoś nowego, zaskakującego. Nowych dostawców, nowych miejsc, nowych mebli. Kamilla dodaje: – My nie tylko handlujemy tymi meblami, my je naprawdę bardzo lubimy, otaczamy się nimi, mamy je w domu. A nasi znajomi Hindusi wiedzą o tym i są z tego powodu autentycznie szczęśliwi. (KP)

WASZE KOMENTARZE (10)

DODAJ KOMENTARZ
  • Zainteresowana, 2011-07-12 12:43:01

    BARDZO radosne i piękne wnętrze
  • taka jedna, 2011-07-07 15:12:08

    Wszystko specjalnie projektowane... Dużo dodatków, za dużo.
  • DychuS, 2010-08-09 13:27:46

    Jak z brazylijskich seriali... :)
  • koszmar, 2010-05-30 15:00:16

    koszmar.....polski syf, dziki wschód...

    jak powiem że zęby bolą to mało.... 1 miejsce razem z Licheniem za kicz.
  • joanka, 2010-01-21 21:01:15

    Niewiarygodne... rzeczywiście perełka!
  • nowy, 2009-05-13 14:52:12

    Na początku podzielałem zdanie komentatorów, ale po dokładnym obejrzeniu odkryłem mistrzowską grę kolorami we wszystkich pomieszczeniach. Zmieniłbym tylko kolor tych kanap i ułatwił dostęp do kominka. Kolory leczą....ludzi
  • placebo, 2009-04-21 21:04:57

    Bollywood na całego!!! Kolorystyczny misz-masz. Co kto lubi :).
  • Marina7, 2009-04-08 11:55:53

    kiczowate, ale momentami klimatyczne...w sumie duża mieszanka różnych kolorów, mnie chyba głowa bolałaby od tego, no ale kwestia gustu...
  • Gość, 2009-04-06 20:31:35

    A mi się bardzo podoba, brawa za oryginalność
  • ziutek, 2009-04-06 20:18:46

    ojojoj, ojojoj, oj...!

POLECAMY W SERWISACH