• Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
Autor: Anna Usakiewicz
04 maj 2017 13:32

Michał Mazur: tryb domowy

Mimo zalewu domowych urządzeń Internet of Things, jedynym miejscem, w którym offline’owy „tryb samolotowy” ma szansę przetrwać, jest właśnie nasz dom - pisze Michał Mazur, dziennikarz, autor blogaTrendNomad.com.

Osoby, które często podróżują, żartobliwie definiują swój dom jako miejsce, gdzie ich laptop czy smartfon łączy się automatycznie z zapamiętaną siecią Wi-Fi.

Jednak za kilka lat, po zwiedzeniu połowy albo i całego świata oraz przedawkowaniu nowych technologii, dla tych samych osób dom będzie – mówiąc już poważnie – jedynym miejscem, w którym choć przez chwilę będą mogły pozwolić sobie na luksus odłączenia się od sieci.

Obecnie na pokładach samolotów pasażerskich należących do europejskich linii panuje względny spokój. Przełączenie elektroniki w „tryb samolotowy” gwarantuje odcięcie się od mejli, mediów społecznościowych i telefonów. Po starcie nie ma zasięgu sieci komórkowej ani Wi-Fi, więc można poczytać książkę czy gazetę, albo zamknąć oczy, posłuchać muzyki i – o ile ktoś się nie boi latać – najzwyczajniej (nareszcie!) odpocząć.

W amerykańskich liniach nie jest już tak błogo. Tam za dodatkową opłatą można skorzystać z pokładowego łącza internetowego. Chętnych nie brakuje, przez co kabina samolotu wypełniona mobilnymi pracoholikami bardziej przypomina open space w biurowcu niż podniebną strefę wolnego czasu z pożądanym odwykiem od sieci.

Za chwilę podobnie będzie i u nas – wiele europejskich linii lotniczych zapowiedziało montaż routerów na pokładach swoich maszyn. Innymi słowy: koniec laby w podróży. W ciągu kilku lat „tryb samolotowy” przestanie być synonimem świętego spokoju. Na szczęście jest jeszcze inne miejsce, gdzie ten spokój będziemy mogli osiągnąć, i to na co dzień. To nasz dom. Ale zanim to nastąpi, na chwilę zachłyśniemy się nowymi gadżetami.

Dzisiaj: dom online

Obecnie powrót do domu z podróży do mniej lub bardziej odległego miejsca rzadko oznacza odcięcie się od lawiny danych. I to nie tylko tych przesyłanych w naszą stronę, bowiem współczesny dom to też system generujący wiele cyfrowych informacji na temat swoich mieszkańców.

Oświetlenie, telewizory, termostaty, odkurzacze, czajniki czy ekspresy do kawy włączane, wyłączane, programowane i aktualizowane zdalnie lub automatycznie przez internet i aplikacje mobilne już niemal nikogo, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i Japonii, nie dziwią. Do sprzedaży wchodzą też takie produkty jak materac z czujnikami monitorującymi przebieg snu czy lodówka połączona ze sklepem spożywczym online. Urządzeń podłączonych do internetu przybywa, a wraz z nimi mnożą się wątpliwości o bezpieczeństwo informacji, definicję prywatności i zasadność wydawania na takie rozwiązania niemałych pieniędzy.

Jutro: pokój offline

Mimo zalewu domowych urządzeń Internet of Things, jedynym miejscem, w którym offline’owy „tryb samolotowy” ma szansę przetrwać, jest właśnie nasz dom. W najprostszej opcji będzie to wirtualny suwak czy materialny guzik wyłączający całą domową elektronikę na raz. Pstryk, i jesteśmy poza siecią. Wersja przeznaczona dla osób znacznie bardziej stęsknionych za dawnym analogowym światem może zawierać tapetę, farbę, zasłonę, czy pościel nieprzepuszczające fal radiowych, wysyłanych przez dziesiątki czujników i komputerów znajdujących się w innych pomieszczeniach niż to wybrane na ulubiony w domu pokój offline. Cyfrowej rewolucji to oczywiście nie zatrzyma, ale od czasu do czasu (albo codziennie!) dobrze sobie będzie od niej na chwilę… odfrunąć.

  • O autorze

    Michał Mazur – dziennikarz, bloger. Każdego roku odwiedza około 20 targów, festiwali i konferencji o dizajnie i nowych technologiach organizowanych w różnych miejscach na świecie – od Tokio, przez Mediolan, po Las Vegas. Wytropione trendy opisuje na stronie TrendNomad.com.

 

WASZE KOMENTARZE (0)

DODAJ KOMENTARZ

POLECAMY W SERWISACH