Joseph „Józek” SeelestoProwadzi restaurację Joseph’s Bistro & Wine oraz warsztaty kulinarne w Joseph’s Culinary Studio.  Fot. Maciej Stankiewicz

Zobacz galerię [7 zdjęć]

Joseph „Józek” SeelestoProwadzi restaurację Joseph’s Bistro & Wine oraz warsztaty kulinarne w Joseph’s Culinary Studio. Fot. Maciej Stankiewicz
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
Autor: Anna Usakiewicz
10 maj 2017 14:47

Joseph Seeletso: Wszystko zaczyna się od noża i deski

Jest potomkiem botswańskiej rodziny książęcej i jednym z najpopularniejszych restauratorów w Polsce. Co skłoniło go do zamieszkania w naszym kraju, skąd czerpie inspiracje w swojej kuchni, smak której polskiej potrawy zapamięta do końca życia – na te i inne pytania odpowiada Joseph „Józek” Seeletso.

Pana ojciec pracował jako szef gastronomii w jednym z luksusowych hoteli w Botswanie. Czy już jako dziecko wiedział Pan, że gotowanie będzie Pana ścieżką życiową?

Niewątpliwie tata był dla mnie ważną osobą i wzorcem dla mojej późniejszej drogi zawodowej. Był szefem kuchni w hotelu w Gaborone więc pierwsze kroki w samodzielnym gotowaniu stawiałem pod okiem taty. Naturalne było też dla mnie, że poszedłem w jego ślady. Jako mały chłopiec, dużo czasu spędziłem także pracując na farmie moich dziadków. Był to wspaniały okres dzieciństwa, z którego zapamiętałem naszą kulturę i rdzenne tradycje afrykańskie. Na farmie miałem też bardzo dobry dostęp do różnorodnych warzyw i owoców i zacząłem bardziej interesować się gotowaniem, rozwijać swoją pasję.

W dzieciństwie miał Pan styczność z kuchnią angielską, u dziadków poznawał tradycyjne smaki Botswany, uczył się Pan w Londynie w prestiżowym Westminster Collage, kosztował win w Afryce Południowej... teraz mieszka Pan w Polsce. W swoich potrawach łączy Pan smaki z różnych zakątków świata?

Smaki mojego dzieciństwa, które pamiętam do dziś to tradycyjne, brytyjskie sunday roast i Yorkshire pudding, choć muszę przyznać, że u mnie w domu rodzinnym gotowało się różnorodnie. Wszystkie zagraniczne podróże oraz miejsca, w których mieszkałem na dłużej miały wpływ na kształtowanie mojego gustu kulinarnego. W tym czasie zdobywałem wiele ciekawych doświadczeń kulinarnych. Eksperymentowałem i bawiłem się gotowaniem, łącząc smaki potraw i win. Tak zaczęła powstawać moja autorska kuchnia, którą pasjonuję się do dziś.

Jak to się stało, że potomek rodziny książęcej z Botswany został jednym z najpopularniejszych restauratorów w Polsce ?

W Londynie uczyłem się w prestiżowej szkole kulinarnej Westminster College. Przypadek sprawił, że pewnego dnia poznałem Polkę, Karolinę, która przyjechała do Londynu na kurs języka angielskiego. Wpadliśmy na siebie w Notting Hill Gate i już wtedy wiedziałem, że będzie moją żoną. Przez jakiś czas kursowaliśmy pomiędzy Krakowem i Londynem, przez pewien czas żyliśmy razem w Londynie, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się zamieszkać w Krakowie. Karolina jeszcze studiowała na Akademii Ekonomicznej w Krakowie, więc to ja musiałem zdecydować, czy zostaję w Anglii, gdzie miałem pracę. Dla mnie nie to było jednak najważniejsze. Najważniejsze było to, bym mógł żyć z moją kobietą.

Która z polskich potraw jest Pana ulubioną ? Czy pomiędzy kuchnią botswańską a polską są jakieś podobieństwa ?

Pamiętam jak przyjechałem do Polski po raz pierwszy: była zima i zostałem uraczony żurkiem. To smak, który na zawsze zapamiętam! Poza tym smak Polski kojarzy mi się z różnorodnością warzyw i owoców oraz oczywiście z kotletem schabowym, młodą kapustą i ziemniakami.

W kuchni botswańskiej jemy dużo wołowiny i mięsa koziego, do których nie dodajemy zbyt wiele przypraw, zwłaszcza ostrych, żeby nie zatracić smaku mięsa. Poza tym, podobnie jak w Polsce, jemy dużo ziemniaków, buraków oraz kasze i bardzo popularną w tej części świata fasolę z czarnym oczkiem. Na śniadanie zazwyczaj jemy owsiankę, pijemy dużo mleka koziego, pieczemy placki chlebowe i przyrządzamy, znaną również w Polsce, sałatkę Colesław.

WASZE KOMENTARZE (0)

DODAJ KOMENTARZ

POLECAMY W SERWISACH