Chata Magoda w Lutowiskach. Fot. Bartosz Jarosz.

Zobacz galerię [31 zdjęć]

Chata Magoda w Lutowiskach. Fot. Bartosz Jarosz.
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
Autor: Urszula Tatur
02 cze 2014 09:42

Chata Magoda. Drewniany dom w Bieszczadach

Kto z nas nie marzy, by choć na chwilę uciec od zgiełku wielkiego miasta i zaszyć się gdzieś na końcu świata. Kto z nas nie chciałby choć raz w życiu poczuć niczym nie ograniczoną więź z bezmierną naturą. Wszystkich tych zapraszamy do Chaty Magody w Lutowiskach - samym sercu Bieszczad.

Porzucili życie w mieście, by zacząć jeszcze raz wszystko od nowa. Sprzedali dom w Szczecinie, a zbierane latami meble załadowali na ciężarówkę i ruszyli w Bieszczady. Niestety w drodze samochód się wywrócił i większość sprzętów uległa zniszczeniu. Choć początek był trudny, bo zamieszkali w starej bojkowskiej chacie, a bieszczadzka zima dała w kość... zostali. Dziś Jagoda i Maciek nie wyobrażają już innego życia, niż to z widokiem na Tarnicę. Dom, w którym obecnie mieszkają, przywędrował tu ze Świlczy pod Rzeszowem. Nie chcieli budować nowego. A ten, który przenieśli tu w całości, zbudowany został z bali w 1930 roku. Okoliczni mieszkańcy byli zaskoczeni stertą starych „desek” - chata przewieziona była bowiem w kawałkach. Drewno odświeżone i zabezpieczone przez Maćka, szybko znowu stało się domem, a właściwie Chatą Magodą. Dziś przyjmują tu turystów, którzy zazwyczaj stają się ich przyjaciółmi i wracają, by odpocząć, zjeść pyszne potrawy przyrządzone przez Jagodę czy spędzić święta...

W poszukiwaniu korzeni

Na każdym kroku widać tu rękę Jagody i jej twórcze pomysły. Udało się jej stworzyć atmosferę dawnego domostwa. Wyposażenie pochodzi z rożnych części świata i różnych czasów. Dlatego jest tu tak magicznie, a w zakamarkach drzemią tajemnice. Pani Jagoda uwielbia wyszukiwać antyki na targach staroci. Przedmioty codziennego użytku, pojawiające się jako bibeloty, ale i wciąż używane naczynia, plecione kosze i ozdoby czy też tkaniny zostały wyszukane na terenie Bieszczad i sporo mówią o życiu codziennym z dawnych lat.
Przedmioty, które dawniej służyły do pracy w polu, wokół domu czy w kuchni – odnalezione przez panią Jagodę, w nowych „związkach” nabrały nowego znaczenia. Z symbolu wiejskiego życia ocalała jedynie sielskość, bo dziś stare koło od wozu czy kosze do noszenia owoców stały się dekoracją. Dom z bali nie starzeje się, on z roku na rok nabiera szlachetności... zupełnie jak cały entourage: meble, narzędzia do uprawy roli – pamiątki po dawnych mieszkańcach tych terenów przeżywają tu drugie (a może już trzecie) życie.

Sielskie hand made

Mariaż drewna, kamienia, wikliny i tkanin, których się tu nie szczędzi, ociepla Magodę. Indywidualności temu miejscu dodają nie tylko niezwykłe połączenia sprzętów i dodatków, ale również przedmioty hand made. Ręcznie zrobione są: dywaniki, dziergane na drutach z grubej owczej wełny czy patchworkowe zawieszki z nadrukami zdjęć domowników, haftowanymi hasłami i inicjałami. Jedną z licznych pasji Jagody jest decoupage, co zaowocowało tym, że na każdym niemal kroku pojawia się butelka, puzderko czy choćby deseczka ozdobiona tą techniką.

Bieszczadzkie anioły

Magody strzegą dobre duchy i anioły, niektóre pojawiają się na zaproszenie, a inne po prostu nie potrafią ominąć tego miejsca. Pani Jagoda poszukuje wśród lokalnych artystów dzieł, które dopełniają klimatu domu. Jak choćby Anioł, który, powieszony naprzeciw głównego wejścia do domu, wita gości. O tym, jak się tu pojawił, opowiada Jagoda: – Moim marzeniem było posiadać jedno z dzieł Zdzisława Pękalskiego. Odwiedziłam jego pracownię, oglądałam wszystko oczarowana. Po roku Pan Pękalski zadzwonił do mnie i powiedział, że Anioł na mnie oczekuje! Nie wierzyłam! Byłam przekonana, że mając tylu zwiedzających nie zapamiętał mnie. Widzieliśmy się tylko raz. Opowiadałam mu wtedy o bojkowskiej chacie, ale nie przyszło mi nawet do głowy, że zrobi do niej Anioła. Zanim dostałam go w swe ręce, artysta długo z Aniołem rozmawiał. Nakazał mu strzec domu, powiedział, że będzie miał u nas dobrze. Oto Anioł. Zrobiony został z deski ze spalonego domu – stąd te słoje, układające się jak aniele pióra, jest metrowej szerokości – solidny rozmiar. Anioł dostał imię Anioł.

Tekst i stylizacja: Beata Leszczyńska

WASZE KOMENTARZE (0)

DODAJ KOMENTARZ

POLECAMY W SERWISACH