Klauzula informacyjna

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd Publikator Sp. z o.o.

Katarzyna Dowbor - zobacz jak mieszka znana i lubiana prezenterka telewizyjna

Autor: Ewa Kozioł
02 kwi 2020 10:11

Ciepły, klimatyczny, otwarty dla ludzi, dla zwierząt... W domu Katarzyny Dowbor wszyscy czują się jak u siebie. To miejsce tętniące życiem, rozmowami, dyskusjami. Ale także zapewaniające spokój, ciszę i odpoczynek.

W Pani domu czuć bardzo przyjemną, ciepłą atmosferę. Szybko można się tu poczuć jak u siebie.

Zawsze marzyłam o domu otwartym. Otwartym dla ludzi, dla zwierząt, dla wszystkich, którzy w nim są. Uwielbiam, kiedy dom żyje, kiedy są w nim ludzie. Można mieć najpiękniejszy dom, najbardziej zadbany, ale jak nie ma w nim życia, przyjaciół, zwierząt, to staje się on martwy. Uważam, że dom tworzą gospodarze, goście i zwierzęta. A dom otwarty to najlepsze co się nam może przydarzyć.

Dlaczego zdecydowała się Pani na zakup tego domu? Co Panią w nim zachwyciło i urzekło? 

To jest już mój siódmy dom. Zaznaczam jednak od razu, że tych sześciu poprzednich nie mam. Cały czas szukałam domu idealnego, czyli takiego, który będzie dla mnie rzeczywiście najlepszy i najwygodniejszy. Każdy z nich miał jedną z tych rzeczy, ale nie posiadał wszystkich ważnych dla mnie. Jeśli miałam piękny dom, to był on bez dużej działki, gdy z kolei miałam dużą działkę, to dom był albo za duży, albo za mały. Zawsze coś było nie tak. I rzeczywiście ten dom zbliżył się już do ideału. Pokochałam go do pierwszego wejrzenia. Położony jest w pięknym miejscu, ma dużą działkę i zachwyca ciepłym, klasycznym stylem, który lubię. Podoba mi się w nim wszystko. Czuje, że jestem po prostu u siebie.

Nie od razu jednak udało się Pani kupić ten dom. Musiała Pani na niego trochę poczekać...

Z kupnem tego domu wiąże się śmieszna historia. Pewnego dnia wracając ze stajni wpadałam na pomysł, tak całkiem spontanicznie, aby odwiedzić swoja koleżankę, która na co dzień mieszka w Warszawie. Wiedziałam tylko, że jej dom znajduje się na końcu osiedla po prawej stronie.

Przyjechałam i dzwonię. Moja koleżanka zdziwiona otwiera drzwi, pytając skąd wiedziałaś, ze tu będę, bo jestem w tym domu pierwszy raz od trzech miesięcy. Powiedziałam wtedy, że coś kazało mi tu przyjechać. I tak własnie było. Weszłam do środka, we wnętrzu paliło się w kominku, a mój pies Pepe od razu znalazł sobie wygodne miejsce na kanapie i zadowolony zasnął. W tym momencie zaproponowałam swojej znajomej, że kupie od niej ten dom. To był impuls, miłość do pierwszego wejrzenia. Ona jednak wcale nie zamierzała go sprzedawać. Dopiero po kilku miesiącach zmieniła zdanie. I tak kupiłam ten dom. W tym czasie już negocjowałam sprzedaż swojego domu. W ciągu kilku miesięcy załatwiłam jednak wszystkie formalności i stałam się właścicielką tego miejsca.

Posiadłość stała się także idealnym miejscem dla Pani konia. Czy ma tu wszystko, czego potrzebuje?

Duży wpływ na podjecie decyzji o zakupie tego domu miała również możliwość wydzierżawienia łąk, które znajdują się tuż za moim ogrodem. Dzięki temu mogłam zabrać tu moja ukochana staruszkę kobyłę. Ma teraz swoje miejsce. Obiecałam jej, że jak pójdzie na emeryturę, to będzie ze mną w domu. I jest. Wszystkie moje zwierzęta są ze mną. Wędrują ze mną z domu do domu.

Bardzo ważne przy zakupie tego domu było nie tylko samo miejsce, ale i ludzie, którzy będą żyli blisko Pani.

Mam tu wielu sąsiadów, z którymi fantastycznie spędzam czas. Rozmawiamy, wspólnie gotujemy i pomagamy sobie, jeśli ktoś czegoś potrzebuje, ale nie narzucamy się. Wszystko ma swoje granice. Dobrze być w miejscu, w którym są ludzie życzliwi, z którymi dobrze żyjesz. Niby drobny szczegół: sąsiedzi. A jednak, gdy ma się dom, to sąsiedzi stanowią połowę sukcesu. Jak ma się fajnych, to się samemu fajnie żyje. Domy mają tu także moi bliscy przyjaciele. Przyznaje, ze bardzo ważnym argumentem przemawiającym za wyborem tego miejsca do życia byli dla mnie ludzie mieszkający blisko.

Jakie zmiany wprowadziła Pani we wnętrzu? Duże? Czy raczej mówimy o małym liftingu?

Zmieniło się sporo. Cała góra ma inny rozkład pomieszczeń. Z trzech sypialni zrobiłam dwie. Jedna z nich jest bardzo duża. To pokój mojej córki, która jeszcze się uczyła, kiedy zamieszkałyśmy w tym domu. Chciałam, aby miała komfortowe warunki i żeby czuła się tu dobrze. Teraz córka studiuje w Anglii i rzadko bywa w domu, więc w tym pokoju trochę pomieszkuje czasem moja mama. Na poddaszu jest jeszcze łazienka i dwie garderoby.

Na dole zmieniłam trochę funkcje pomieszczeń. W typowym gabinecie zrobiłam pokój wypoczynkowo-gabinetowy. Są tu książki i telewizor, który przeniosłam z otwartej strefy dziennej. Nie chciałam, aby zamiast wspólnych rozmów przy stole, ludzie zajmowali się oglądaniem filmów czy innych programów. Zrezygnowałam również z tak zwanej brudnej kuchni. Teraz znajduje się tu pomieszczenie przeznaczone dla zwierząt, gdzie przechowuje jedzenie czy myje miski oraz spiżarnia, którą uważam za genialne rozwiązanie. Nie mogę zrozumieć, jak ludzie budują domy z ogromnymi salonami, a kolei z małą kuchnią i do tego bez spiżarni.

Są we wnętrzu także elementy, których Pani nie zmieniła. Co zostało po poprzednich właścicielach?

W tym domu było wiele rzeczy bardzo solidnych, porządnych. Moi poprzednicy nie robili ich na sprzedaż, ale dla siebie i to się czuje. Bardzo mi się podobały i chciałam, żeby zostały. Do dziś mam klamki, które oni zakładali oraz portugalskie kafle ułożone na podłodze. Z upływem czasu nabrały one szlachetności, tak ze naprawdę szkoda wymieniać je na coś nowego. Pozostała także porządna dębowa podłoga, której upływ czasu nie zniszczył, a wręcz przeciwnie dodał uroku oraz piękna, drewniana kuchnia. Co ważne, z kuchennych szafek mogę wygodnie korzystać. Zostały one bowiem wykonane na zamówienie specjalnie dla osób o wyższym wzroście.

Filiżanki, kubeczki, miseczki. We wnętrzu znajduje się ogromna ilość dodatków. Po co Pani to wszystko?

Moja córka mówi na to durnostojki. Uwielbiam otaczać się pięknymi drobiazgami, dodatkami. Dodają one przestrzeni ciepła, przytulności, pod warunkiem jednak, że są dopasowane do wystroju wnętrza. Wszystko powinno do siebie pasować, nawet jeśli są to tylko drobne elementy. Ja konsekwentnie od dawna zbieram angielską porcelanę z niebieskim wzorem. Dlaczego akurat taką? Z prostego powodu. W drewniane, kuchenne szafki mam „wtopione” piękne, portugalskie kafle, które doskonale pasują do porcelany w takim klimacie. Trzeba pamiętać, że we wnętrzu warto mieć jeden element, który całą resztę inspiruje. Taką inspiracją były dla mnie także portrety pradziadków, które zostały uratowane z Powstania Warszawskiego. Powiesiłam je na ścianie w pokoju wypoczynkowo-gabinetowym, a potem dodałam inne stare zdjęcia. Wciąż mogły „siedzieć” w albumie, ale teraz przyjemnie jest na nie popatrzeć każdego dnia. Do tego dopasowałam jeszcze stare biurko secesyjne.

Od sześciu lat związana jest Pani z programem „Nasz nowy dom”. Opowie nam Pani trochę o tym, co dzieje się poza kamerą?

Bardzo fajne są te momenty, których na ekranie nie widać. Kiedy jedziemy do bohaterów naszego programu i spędzamy z nimi cały dzień. Rozmawiamy, śmiejemy się, poznajmy ich. Często opowiadają nam o bardzo intymnych sprawach, których w programie nie pokazujemy. Wychodzimy bowiem z założenia, że my z tymi ludźmi spędzamy tylko piec dni, a oni po emisji programu wciąż zostają w swoim obecnym środowisku, w tej samej pracy, w tej samej szkole. Nie robimy więc sensacyjnych materiałów, bo może im to zniszczyć życie. Mogą być nieszczęśliwi. Nie wolno ludzi niszczyć. Mamy im pomagać, a nie robić im krzywdę. Jestem więc bardzo duma z producentów, że w programie nie szuka się sensacji. To jest super. Bardzo dobre, i tego też nie widać na ekranie, są także relacje między ludźmi pracującymi przy tej produkcji. Ekipa filmowa i budowlana świetnie ze sobą żyją. Nie ma kłótni, awantur i afer. My naprawdę się lubimy. Tego się nie zagra, nie da się tego udawać przed kamera.

Ten program to też ogromne ludzkie dramaty, wciąż nowe historie. Jak Pani sobie radzi z emocjami?

Nie da się zakończyć programu, zamknąć drzwi, wyjść i nie myśleć. Zawsze myślę o tym, co mogłam zrobić lepiej, jak jeszcze mogłabym pomóc tym ludziom. Moje myśli, moją psychikę uspokaja jednak finał programu. Fantastycznie jest patrzeć na radość i szczęście ludzi, którzy otrzymują wyremontowany dom, dostają pomoc oraz dużo dobrych słów i wsparcie. Daje nam to poczucie, że zrobiliśmy coś fajnego, coś ważnego i że zrobiliśmy to dobrze. Znacznie trudniejsze byłoby poradzenie sobie z emocjami, wiedząc że nie możemy pomóc naszym bohaterom w ich trudnej sytuacji. Przez sześc lat pracy przy tym programie nauczyłam się jednej ważnej rzeczy. Nie ma co płakać nad własnym życiem, nie ma co narzekać, trzeba pracować. I koniec.

Liczy Pani czasem kilometry przejechane podczas nagrywania programu…

Tylko w tym roku od maja do września przejechaliśmy aż 30 tysięcy kilometrów. Zimą mamy nagrania do kolejnych 24 odcinków. Tak więc przed nami ponowie perspektywa przejechania 30 tysięcy kilometrów, albo i więcej. To ogrom kilometrów. Ja jednak nie narzekam. Praca daje mi bowiem ogromną radość i poczucie dobrze spełnionego obowiązku.

Ciągle jest Pani w drodze, a jednak znalazła Pani czas na napisanie książki. Na rynku pojawiła się świeżutka pozycja „Apetyt na życie”. Skąd pomysł na napisanie tej książki?

Pomysł nie wyszedł ode mnie. Zgłosiło się do mnie wydawnictwo z pytaniem, czy byłabym zainteresowana napisaniem książki. W pierwszej chwili powiedziałam, że nie, że nie mam czasu, ze to w ogóle nie wchodzi w grę. Potem jednak przyszła chwila namysłu i zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tą propozycja. Czemu nie? Po zdjęciach do programu sporo czasu spędzam w hotelu i robię to, co uwielbiam, czyli czytam. Pomyślałam więc, że może teraz zamiast czytać będę pisać. I tak się zrodził pomysł książki poradnikowej „Apetyt na życie”.

Książka powstała na postawie Pani własnych doświadczeń, co dla czytelnika ma ogromną wartość.

Starałam się w miarę pogodnie i przystępnie opowiedzieć o pewnych sytuacjach w swoim życiu. O tym, co mnie zainspirowało, co dało mi siłę i spowodowało, że mam wciąż wielki apetyt na życie. „Podrzucam” ciekawe pomysły na urządzenie, aranżację wnętrza, sposoby na zajmowanie się dzieci czy kilka kulinarnych przepisów. Wszystko, o czym piszę, to moje własne doświadczenia życiowe. Nie chcę nikogo pouczać. Nie chcę też zdecydowanym tonem mówić czytelnikom: „Macie zrobić właśnie tak, bo ja, Kasia Dowbor, wiem wszystko lepiej”. Pokazuje jedynie, jak ja rozwiązałam pewne sprawy i teraz tylko od czytelnika zależy, czy skorzysta z tych rad czy też nie.

Wolnego czasu ma Pani mało, ale kilka dni na odpoczynek zawsze się znajdzie. Jak Pani wykorzystuje te momenty?

Siedzę w domu. Kocham ten dom i wreszcie chce się nim nacieszyć. Chce pobyć z moimi psami i kotami, które są mocno stęsknione. Nie odstępują mnie na krok. Czuje się tu świetnie. To mój azyl, moje miejsce na ziemi. W tym roku wybrałam się jednak na rajd konny do Albanii, bo kocham konie. To magiczne zwierzęta, która muszą być w moim życiu, żebym czuła się w pełni szczęśliwa.

Napisała Pani książkę, telewizja nie ma przed Panią tajemnic. Czy czuje się Pani spełniona zawodowo?

W telewizji robiłam już wszystko. Były i filmy dokumentalne, i prowadzenie największych imprez muzycznych. Mogę więc śmiało powiedzieć, że czuje się spełniona zawodowo. Największą satysfakcje daje mi teraz program „Nasz nowy dom”. Jestem wdzięczna, że dostałam taką szansę. To nie jest tylko praca, ale program, który ma misje, zadanie pomagania innym. I to się fantastycznie sprawdza. Do tego ma ogromną oglądalność. Wszystko razem stanowi szczyt marzeń każdego dziennikarza. Ja już o niczym innym wiec zawodowo nie marzę.

Wiem, że ma Pani jednak jeszcze jedno, malutkie, ukryte marzenie…

Moim wciąż niespełnionym marzeniem jest otwarcie pensjonatu, w którym goście będą się czuli najlepiej na świecie, a wiec tak jak u siebie domu. Ciągle jednak pracuje i wciąż nie mam na to czasu. Jestem też coraz starsza i czasem boje się, ze nic z tych planów nie wyjdzie. Ale marzę wciąż o dużej stajni i ogromnym „dowborowym” dworze, w którym mogłabym przyjmować gości.

Rozmawiała: Ewa Kozioł

Zdjęcia: Piotr Waniorek

Katarzyna Dowbor – dziennikarka, prezenterka radiowa i telewizyjna. Od ponad 35 lat pracuje w telewizji. Urodziła się w Warszawie, ale dzieciństwo i lata młodzieńcze spędziła w Toruniu, gdzie na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika pracował jej ojciec. Po maturze podjęła studia na Wydziale Pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończyła je z tytułem magistra pedagogiki.

Karierę dziennikarską rozpoczęła w Polskim Radiu, później 30 lat pracowała dla Telewizji Polskiej. Od 2013 roku pracuje w Telewizji Polsat, gdzie prowadzi cieszący się popularnością program "Nasz nowy dom". Jest autorką książki "Apetyt na życie" (Wyd. Buchmann) oraz współautorką książek dla dzieci pt. "Stajnia pod tęczą", które napisała wspólnie z pisarzem Marcinem Koziołem.

Ma syna Macieja i córkę Marysię oraz wnuczki: Janinkę i Helenkę. Opiekuje się kotami: Jeggerem i Fioną oraz psami: Pepe i Benkiem. Obok domu zbudowała małą stajnią dla ukochanej klaczy Rodezji i hucałki Surmy. Uwielbia jeździć konno i na nartach. Lubi wiejskie życie z dala od zgiełku miasta. Jej pasją, oprócz nieustającego urządzania domu, jest ogród. 

Komentarze

Zaloguj się