Klauzula informacyjna

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd Publikator Sp. z o.o.

PARTNER PORTALU

Tomek Rygalik: Musi istnieć dobry powód, aby powstało kolejne krzesło

Autor: Redakcja Dobrzemieszkaj.pl
17 cze 2020 11:12

Z otwartością podchodzi do projektowania i szuka nowych dróg. Wartości, które stoją za każdym projektem mebla i wnętrza są dla niego kluczowe. O wzornictwie i aranżacji przestrzeni rozmawiamy z Tomkiem Rygalikiem, jedną z najbardziej uznanych postaci polskiego designu.

Jaka jest, Twoim zdaniem, definicja dobrze zaprojektowanego wnętrza? Jakie wnętrza lubisz?

Każde wnętrze, zarówno to prywatne, jak też publiczne to przestrzeń, która definiuje nas jako ludzi i wspiera komfort codziennego życia. Właśnie dlatego, bardzo ważna jest jakość zaprojektowanych przedmiotów, czy materiałów użytych we wnętrzu. Jednak, gdy myślę o jakości, czy nawet o luksusie, to nie mówię o ociekających złotem i drogimi kamieniami mieszkaniach, tylko o rozwiązaniach, które przynoszą nam małe przyjemności codziennego użytkowania przestrzeni. Często są to rzeczy niewymagające wielkich inwestycji, bardzo przyziemne, ale dające dużo satysfakcji. Przecież w domu odpoczywamy po ciężkim dniu pracy. Jest to miejsce, które musi być nam bliskie, dostosowane do unikalnych potrzeb konkretnej osoby. Wnętrze powinno wnosić subtelne użytkowe udogodnienia, a także posiadać charakter wynikający z preferencji estetycznych.

Trzeba jednak pamiętać, ze nasza osobista przestrzeń jest tak naprawdę tłem codziennego życia, a jej aktorami są ludzie. Sadzę, ze często za bardzo stylizujemy wnętrza, próbując je w jakiś szczególny sposób zaakcentować. Wtedy zamiast stanowić tło, staja się aktorami, graja pierwsze skrzypce, są nadmiernie udekorowane, przez co stanowią konkurencje dla nas, dla naszej osobowości. Niektóre rozwiązania zajmują nie tylko fizyczną przestrzeń, ale też zawłaszczają strefę przeznaczoną do myślenia, rozwoju, wyobraźni.

Warto mieć świadomość, ze rozwiązania zastosowane w aranżacji mieszkania mogą często zdominować wnętrze. Zaczynając każdy dzień z taka przysłowiową „czystą kartą”, od razu jesteśmy w pewien sposób uwarunkowani przez artefakty, obiekty, które tą przestrzeń nam narzuca. Bywa tak, ze wnętrze „mówi zbyt głośno”, zamiast być cichym wsparciem codziennego życia, relaksu. Zawsze to podkreślam, bo w prywatnej przestrzeni umysł potrzebuje wyciszenia – głównie po to, by ciągle na nowo kreatywnie i otwarcie pracować. Przesyt bodźców nie służy współczesnym ludziom, stąd coraz bardziej aktualne staje się poszukiwanie przestrzeni dla psychicznego wytchnienia. Nic dziwnego, ze wnętrza w klasztorach czy samotnie mnichów to miejsca bardzo puste, w których człowiek, jego aktywność, ta fizyczna, jak też duchowa jest najważniejsza. O tym często zapominamy, chcąc zrobić coś szczególnego we wnętrzu.

Oczywiście, musimy dążyć do tworzenia unikalnych, dedykowanych, subiektywnych wnętrz, by były jak najbardziej „nasze”. W urządzaniu idealnej przestrzeni nie chodzi o rozwiązania stricte estetyczne. Jak wiemy wzornictwo to nie tylko atrakcyjność wizualna, ale także użytkowa, związana ze wspieraniem najbardziej przyziemnych udogodnień. W aranżacji przestrzeni równie ważna może okazać się ciekawa tkanina, struktura, którą lubimy dotykać, miękkość poduchy czy kolory i inne elementy, będące afirmacją codziennych rytuałów.

Funkcjonalność wnętrza, czyli jego rozplanowanie zgodne z naszym sposobem i stylem życia, jest równie ważnym elementem dobrego designu. Rolą projektanta staje się pogodzenie szeroko pojętej atrakcyjności z funkcjonalnością i opłacalnością danych rozwiązań. Znalezienie złotego środka pomiędzy tymi osiami jest konieczne, bywa jednak bardzo trudne. Przecięcie się tych trzech płaszczyzn daje punkt, w którym powstanie wariant optymalny, szyty na miarę konkretnych potrzeb i możliwości. Wtedy własnie powstają rozwiązania wspomagające nas w określonym punkcie życia. Warto też pamiętać, ze potrzeby się zmieniają, zmienia się tempo, a nawet styl naszego życia. Co jakiś czas trzeba zastanowić się, co warto byłoby w tym kontekście zmienić. 

W jakich wnętrzach czujesz się najlepiej? Jakie elementy najbardziej cenisz we własnym domu?

Czuję się najlepiej we wnętrzu usytuowanym blisko natury, otwartym na otoczenie. To wynika nie tylko z moich preferencji, tu działa głęboko zakorzeniona psychologia ewolucyjna. Sam jestem tym nieco zaskoczony, bo jestem mieszczuchem i miasto to moje naturalne środowisko. Mimo to łaknę kontaktu z przyrodą. Ważny jest widok za oknem, bliskość terenu zielonego, gdzie mogę uprawiać sport czy spędzać czas z dziećmi. Mimo że to przestrzeń zewnętrzna, jednocześnie bardzo wpływa na to, co się dzieje w środku. Jeśli otoczenie jest naturalne, pełne zieleni, to samo wnętrze stanowi pewnego rodzaju bazę wypadową, staje się czymś esencjonalnym do życia w szeroko rozumianej przestrzeni.

Dom to miejsce, w którym mam wszystko, czego potrzebuję. Oczywiście niczego mi nie brakuje i niczego sobie nie odmawiam, ale wewnętrznie pracuję nad tym, aby moje potrzeby sprowadzały się wyłącznie do tych faktycznych, a nie tych wyimaginowanych, wynikających z wpływów zewnętrznych. Sam jestem częścią pewnego systemu tworzenia dóbr materialnych i kreowania potrzeb w czasach nadmiernej konsumpcji. Dlatego staram się nie pracować po „ciemnej stronie mocy”, zarówno przy projektach, które realizuję, jak i w życiu prywatnym. To jest autentyczne i spójne, bo w swoim życiu, wbrew pozorom, niewiele posiadam.

Tak jak szewc bez butów chodzi, wielu rzeczy nie mam, ponieważ nie uważam, aby mogły wnieść jakikolwiek pozytywny wkład w moje życie. Z tego powodu, w miarę możliwości, nie kumuluję rzeczy, staram się posiadać tylko te, które mają dla mnie znaczenie użytkowe bądź głęboko emocjonalne. Jednakże, ponieważ jestem projektantem, to sporo rzeczy z mojej praktyki twórczej zostaje w mieszkaniu, powodując bałagan: rzeczy w procesie powstawania, prototypy, nieudane czy zawieszone projekty. Proces twórczy to ciągłe podejmowanie ryzyka, liczne próby, które czasami mogą skończyć się niepowodzeniem. To niekończący się proces badawczy, a dom to swego rodzaju laboratorium. Wiele projektowanych rzeczy, jak się z czasem okazuje, nie ma racji bytu, a mimo to zostaje po nich ślad. Wielu rzeczom nie pozwalam zaistnieć w szerszym kontekście niż mój własny dom.

Co jest powodem takiego stanu rzeczy?

Uważam, że część z nich nie wnosi wystarczająco dużo w rozwój i sposób, w jaki żyjemy. Zawsze musi istnieć dobry powód, aby powstało kolejne krzesło, fotel czy stół. Czasami tych powodów nie da się znaleźć. Wyznaję zasadę, żeby niepotrzebnie nie konsumować zasobów naszej planety. Nieetyczna jest postawa designera, który tworzy byty o niezasłużonej atrakcyjności i manipuluje odbiorcą, kreując w nim nieprawdziwą potrzebę posiadania. Może przesadzam, ale aspekt krytyczny w projektowaniu jest moim zdaniem najważniejszy.  Chodzi o to, żeby nie powoływać do życia rzeczy, w które nie do końca wierzymy. Wiemy, że są one atrakcyjne, wiemy, ze ludzie prawdopodobnie dobrze by je odebrali, zaakceptowali i kupili.

Osobiście wiele projektów skazuję na niebyt, nawet jeśli są już na jakimś konkretnym etapie rozwoju. Nie brnę jednak dalej w ten, swoją drogą długotrwały proces. Te rzeczy zostają na pewnym etapie takimi, jakie są. Dzięki temu, że zainwestowałem w nie myśl intelektualną, twórczą, mogę w przyszłości czerpać z nich inspiracje, uczyć się na swoich doświadczeniach. Mam sporo takich rzeczy w domu. Dlatego też cenię esencjonalizm, o którym mówiłem, tę bliską nam przestrzeń i tylko te przedmioty, które wychodzą naprzeciw naszym praktycznym potrzebom. Nie lubię mnożenia bytów, jestem wyznawca idei, że dobrze jest mieć mniej rzeczy, ale lepszych.

Żyjemy w czasach ogromnej nadprodukcji dóbr i rozbuchanej konsumpcji, które wielu, szczególnie młodych ludzi, zaczyna poddawać krytyce. Jak mądrze projektować w takich czasach?

To możliwe, ale też bardzo trudne. Im dłużej jestem w zawodzie, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, ze zrównoważone projektowanie staje się absolutnie konieczne. Jeszcze kilkanaście lat temu można było tworzyć rzeczy i nazywać je dobrym wzornictwem, nie zawsze licząc się z realnymi problemami ochrony zasobów naszej planety. Dziś to pojęcia sprzeczne. Jestem z pokolenia czytającego w latach 90-tych Viktora Papanka, autora książki „Design for the real world”, której przesłanie jest dziś równie aktualne. On, pisząc w latach 70-tych, mówił miedzy innymi o tym, że najlepszą rzeczą, jaką mogliby zrobić dla świata projektanci, architekci i planiści, to absolutnie zaprzestać działalności. Te idee przekazuję studentom, mówiąc, że jeśli mają silną potrzebę twórczą, która na ogół pojawia się w młodych ludziach, czy jaka była i jest we mnie, to wiąże się to z nieustannym szukaniem powodu, uzasadnienia do stworzenia kolejnego produktu.

Jednocześnie twierdzę, że jeśli projekt nie godzi się z naszymi wartościami, nie wnosi czegoś dobrego i nowego w konkretnej dziedzinie, to równie dobrze mógłby nie istnieć. Doceniam wartość designu i to, że dzięki niemu można ulepszać rzeczywistość i kulturę materialną. Odwaga oraz stała gotowość, by stawiać czoła trudnościom, powinny charakteryzować każdego projektanta. Pójście na łatwiznę to droga na manowce. W swojej pracy wykładowcy zwracam uwagę na pułapki designu, ostrzegam, by nie iść na skróty ani nie projektować rzeczy niepotrzebnych, które – owszem – można sprzedać, ale daleko im do etosu świadomego projektowania.

W jaki sposób, poprzez designerskie projekty, można propagować ideę zrównoważonego rozwoju? Czy jest to w ogóle możliwe?

Oczywiście, że tak. Problem polega na tym, ze jeżeli świadomi projektanci nie angażują się w tworzenie rzeczy do codziennej konsumpcji, to za ich projektowanie i produkcje zabierają się ci, którym brakuje głębszego namysłu i wyższych wartości. To może spowodować, ze świat wokół nas dalej będzie brnął w kierunku większego chaosu, zniszczę i gorszej jakości. Namawiam wszystkich, którzy mają dużo samoświadomości i pokory wobec natury, do projektowania w zgodzie z ideą zrównoważonego rozwoju. Uważam, ze w dzisiejszym świecie wpływ na ekosystem powinien być priorytetem w tworzeniu każdego produktu.

Ekonomika zasobów – to, skąd pochodzi dany materiał, w jaki sposób jest przetwarzany, jaki jest stosunek zapotrzebowania na energie do produkcji względem tego, co faktycznie uzyskujemy w zamian – to jeden z głównych aspektów projektowania. Nie wydaje mi się, żeby w ogóle było dziś miejsce na inne myślenie: w każdym wyrobie, który powstaje, musimy brać pod uwagę ślad węglowy. Musimy myśleć „od kołyski do kołyski”, czyli o kompletnym cyklu produktu, tworząc gospodarkę cyrkularną. Powinniśmy mieć na uwadze nie tylko środowisko naturalne, ale również względy etyczne, to w jaki sposób traktujemy odbiorcę, ale też innych ludzi, np. tych zaangażowanych w proces powstania produktu. Design wymaga pełnej odpowiedzialności, a także empatii i troski na wielu poziomach.

To są tematy coraz bardziej aktualne dla szeroko pojętego odbiorcy, nie tylko dla myślicieli, opiniotwórców i filozofów. Rozwój świadomości konsumenckiej to droga, na którą wchodzimy od świadomego jedzenia, przez modę, motoryzację, po każdy inny obszar konsumpcji. Jednak to nie wystarczy. Społeczeństwa powinny być jednocześnie ograniczane restrykcjami prawnymi, zobligowane do stosowania określonych norm. Trzeba to odgórnie kontrolować, sama świadomość mojej grupy zawodowej lub ta oddolna, społeczna, nie wystarczy.

Z perspektywy jednostki staram się robić wiele, żeby mieć wpływ na przyszłość, zarówno poprzez własne projekty, realizacje, wdrożenia i przekaz, jak też to, w jaki sposób myślą i jak będą tworzyć przyszłe pokolenia. Kładę nacisk na edukację na różnych polach. Mam to ogromne szczęście, jakim jest możliwość oddziaływania na młodych ludzi poprzez pracę na uczelni.

Współpraca z wielkimi markami umożliwia Ci kreowanie takich produktów, które będą trwałe, pozwolą na ich wieloletnie użytkowanie, a jednocześnie cykl życia produktu, jego proces produkcji będzie w dużej mierze kontrolowany. Znaczące firmy już chyba nie mogą sobie pozwolić na produkcję bez odpowiedzialności za jakość środowiska naturalnego?

Zgadza się i dodam, że dla mnie kluczowe jest, by pracować ze świadomymi markami, kładącymi nacisk na dobra jakość. Trwałość jest najprawdopodobniej najlepszą strategią zrównoważonego rozwoju w kreowaniu produktu. To co tanie, to „drogie”, również dla środowiska. Wyrzucanie bylejakich rzeczy, które wychodzą z mody lub po krótkim czasie nie nadają się do użytku, jest najgorszą rzeczą, jaka możemy sobie zrobić. Jako użytkownicy jesteśmy coraz bardziej odseparowani od procesu powstawania rzeczy, z których korzystamy codziennie. Dzisiaj nawet nie wiemy, jak one do nas docierają – także od strony logistycznej.

Na szczęście to się powoli zmienia – model kapitalizmu, w jakim żyjemy ewoluuje. Dużo mówi się chociażby o trendzie współdzielenia, jak też o wielu innych drogach. Już teraz zdarza się, ze nie kupujemy samochodu, tylko mobilność. Być może w przyszłości przestaniemy kupować krzesła, tylko siedzenie jako funkcję, którą dostarczy prawdopodobnie ktoś taki jak ja. Projektantowi i producentowi jeszcze bardziej będzie zależało, aby wszystko, co stworzy miało charakter trwały, bo inaczej czeka go zajmowanie się nieustannym naprawianiem, wymienianiem, co bez względu na skalę, pochłania czas i energię. 

Pójście w usługi, to wspomniane oferowanie mobilności czy siedzenia, zamiast samochodów i krzeseł jest moim zdaniem bardzo bliskie projektowaniu przestrzeni komercyjnych, gdzie przecież pojawiają się już tego typu rozwiązania, jak wynajem długoterminowy mebli do biur. Taka profesjonalizacja potencjalnie podniosłaby jakość wszystkich produktów. Końcowi odbiorcy wybieraliby już tylko spośród tych obiektywnie dobrych. Na rynku komercyjnym od zawsze poprzeczka postawiona przed projektantem jest dużo wyżej, bo musi spełnić on bardzo wiele  restrykcyjnych norm i wymagań, a nie tylko subiektywnych, estetycznych potrzeb. Rozumiem, ze wnętrza prywatne to duże wyzwanie, ale zarówno skala, jak i świadomość odbiorcy jest inna. W przypadku projektowania przestrzeni użyteczności publicznej klient to najczęściej profesjonalista (zarządca budynku, architekt czy inwestor), który liczy czas i pieniądze.

Z tego powodu najbardziej zaawansowane i trwałe rozwiązania do wnętrz powstają właśnie na rynku komercyjnym. Następnie migrują one do masowego konsumenta indywidualnego, który nie jest mocno wyedukowany w tych obszarach. Oczywiście, dzięki temu, co czyta, czy czerpie z internetu, wiele wie. Jednak samej technologii, kwestii materiałoznawstwa, wpływu pewnych rozwiązań na ślad węglowy, już nie analizuje. Stąd łatwo nim manipulować. Nie sposób przecież, aby człowiek był ekspertem na temat wszystkiego, co konsumuje.

Mieliśmy okazję do spotkania z Tobą we wspaniale zaprojektowanej przestrzeni: restauracji Forty na Mokotowie. Jak powstawał ten projekt, co jest w nim wyjątkowego?

Projekty, które realizujemy w Studio Rygalik często pochodzą z polecenia innych klientów, bądź wracają do nas inwestorzy, którzy są zadowoleni z wcześniejszych realizacji. Tu mieliśmy do czynienia z tą drugą sytuacją. Restauratorzy, którzy od lat prowadzą restaurację „alewino” w centrum Warszawy ponownie zgłosili się z propozycją wykonania dla nich projektu. Poprzednio pomagaliśmy im dobrać rozwiązania oraz zaprojektowaliśmy dedykowane meble do wnętrza, które ma charakter nienadęty, bardzo nieformalny. To pasuje też do naszego stylu projektowania. Nowe miejsce, restauracja „Forty”, jest projektem jeszcze bardziej ambitnym, również w skali. Wnętrze mieści się w jednym z budynków XIX-wiecznej fortyfikacji Twierdzy Warszawa. Jest to też przestrzeń pofabryczna, po wojnie przez lata funkcjonowały tu zakłady „Zarat”. Obecnie cały kompleks fortów na Racławickiej zyskuje nowy blask – rozwija się tam przestrzeń, coraz bardziej buzująca kreatywna energia.

Pofabryczny klimat aranżowanej przez nas restauracji sprawia, że jest to miejsce wyjątkowe. W Warszawie nie ma wielu takich punktów. Mieliśmy okazję i szczęście pracować z przestrzenią, która sama w sobie jest spektakularna. Z drugiej strony jest również bardzo określona w swojej stylistyce, posiada wyrazisty charakter. To ceglany budynek z konstrukcją widoczną wewnątrz. Dlatego nie chcieliśmy radykalnie ingerować we wnętrze, zmieniać jego stylistyki. Staraliśmy się odnaleźć rozwiązania, które wydobędą piękno architektury przemysłowej, a jednocześnie wniosą ciepło i komfort tak charakterystyczne dla dobrych restauracji.

Podczas tworzenia projektu przyświecała mi idea spotkania, które z kulturowego punktu widzenia często odbywa się w kręgu, wokół czegoś. Stąd wiele rozwiązań i mebli jest tu opartych o geometrię koła, nawiązującego do archetypicznego spotkania w kręgu. Spotkania ludzi, którzy często się nie znają, a poprzez odpowiednią aranżację przestrzeni mają okazje do nawiązania nowych relacji społecznych. Dlatego też usytuowany centralnie, wyrazisty bar został wykonany na planie koła. Stoły, czy elementy oświetlenia również akcentują kręgi, wokół których spotykają się ludzie.

Na uwagę zasługuje też wykonany z dużych kawałków prawie nieobrobionego drewna stół, tzw. „chef’s table”, zlokalizowany najbliżej kuchni, dla szczególnych gości. Jest on zwieńczony dużą, szklaną instalacją w kształcie kul, które wiszą nad nim. W całym wnętrzu staraliśmy się zastosować takie rozwiązania materiałowe, które pozwolą oswoić zastaną tu ceglaną konstrukcję ścian. Aby ocieplić tę industrialną przestrzeń wprowadziliśmy dużo surowego drewna, będącego materiałem z odzysku, pochodzącym z rozbiórek starych budynków. Przy wyborze tego materiału przyświecała nam idea, aby wnętrze o bogatej przeszłości wzbogacić o coś, co ma równie długą historię. Chodziło o to, aby charyzma i szlachetność różnorodnych materiałów naturalnie harmonizowała i wybrzmiewała jednym językiem wizualnym.

W całym wnętrzu znalazło się dość dużo elementów wykonanych z metalu. W obudowie baru i innych zabudowach, pojawiła się charakterystyczna dla nas blacha perforowana. Wytłoczone w niej otwory również wnoszą element koła, nawiązujący do większych, kolistych elementów przestrzeni. Drewno, metal i szkło oraz cegła przeważają w tym wnętrzu. To materiały podstawowe, przyziemne, jednak od zawsze otaczające człowieka. Użycie ich w naszej realizacji pozwoliło stworzyć przestrzeń, która jest naturalna i przyjazna. Wiele elementów powstało specjalnie na potrzeby tego projektu, dał on też życie wielu produktom, takim jak oświetlenie, które będzie w niedługiej przyszłości oferowane na rynku przez markę Chors. Szklana instalacja i stojący pod nią stół, wykonany z ogromnego kawałka dębu, na postawnych nogach, to z kolei wyroby unikatowe, które powstały wyłącznie na potrzeby restauracji. Cześć wyposażenia wnętrza to produkty zaprojektowane przez nas dla różnych firm, jak np. Paged czy naszej marki Tre.

Innym, mocnym elementem tego wnętrza jest biało-czarna posadzka ceramiczna ułożona w szachownice. Podczas tworzenia projektu ważne było, aby nie zdominowała aranżacji. Wymagała właściwego wyważenia z innymi rozwiązaniami. Wszystkie użyte materiały są bardzo „mocne” i niełatwą sztuką było ich spójne połączenie. Myślę, ze udało nam się osiągnąć balans i harmonię, zarówno pod kątem materiałowym, geometrycznym, jak również kolorystycznym. Połączenie obecnych we wnętrzu materiałów ze współczesnymi, nowoczesnymi meblami i instalacjami to był rodzaj koronkowej roboty.

Rozmawiała: Katarzyna Masłowska, portal Dobrzemieszkaj.pl. Zdjęcia: Piotr Waniorek. Wywiad opublikowany w numerze 2/2020 magazynu Dobrze Mieszkaj.

Tomek Rygalik - projektant, wykładowca, kurator i doktor sztuki. Studiował architekturę na Politechnice Łódzkiej. Absolwent wydziału wzornictwa przemysłowego na Pratt Institute w Nowym Jorku. Po ukończeniu studiów na Royal College of Art w Londynie w 2005 roku został pracownikiem naukowym w zespole badawczo-rozwojowym przy RCA. W 2006 roku założył Studio Rygalik. Prowadzi pracownię projektowania na Wydziale Wzornictwa ASP w Warszawie. Współpracuje m.in. z Moroso, Noti, Comforty, Paged, Ghidini, Cappellini, Profim, Ideal Standard, Siemens, Heineken czy Ikea. Od 2010 pełni funkcję dyrektora kreatywnego czołowych polskich marek. Realizuje wiele projektów dla instytucji kultury m.in. Instytutu Adama Mickiewicza, Opery Narodowej, Muzeum POLIN, BOZAR, Zachęty, Muzeum Fryderyka Chopina, Muzeum Narodowego, Instytutów Kultury Polskiej. Był architektem polskiej prezydencji w Radzie UE. Wiele jego projektów stanowi część wystawy stałej Muzeum Narodowego w Warszawie. W 2015 założył markę TRE Product, a od 2016 roku współtworzy kreatywny kampus SOBOLE.

Komentarze

Zaloguj się

Zobacz także